Przywódca obdarza zaufaniem
Władza to pokusa, by bez reszty wejść w buty wodza. Kto jednak postrzega przywództwo w taki sposób, ryzykuje nieskuteczność - pisze w THINKTANK Aleksander Kwaśniewski, dwukrotny prezydent Polski. Lepiej sprawdza się przywództwo partycypacyjne, oparte na perswazji. Wymaga ono jednak od lidera znacznie więcej poświęceń, czasu i energii na przekonywanie ludzi do wspólnych celów. - Przez wiele lat publicznej aktywności miałem okazję obserwować liderów w działaniu. To pozwala mi wskazać kilka umiejętności, które wydają się kluczowe dla dobrego przywództwa. Należą do nich umiejętności komunikacyjne, kwalifikacje i zdolność do ufania ludziom - pisze w swoim tekście prezydent RP w latach 1995-2005.
ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI
Przez kilkadziesiąt lat swojej kariery publicznej pracowałem z tysiącami ludzi, kierowałem zespołami – od małych do bardzo dużych. Zawsze starałem się dążyć do rozwiązań, które sam uznałem za słuszne, ale zawsze starałem się również pozyskiwać do nich ludzi, przekonując tak długo, aż zgodzili się z pomysłami, które chciałem przeforsować. To najlepszy – choć jeden z najtrudniejszych – sposobów na zbudowanie wspólnoty wokół celów, które trzeba osiągnąć.
Przez wiele lat publicznej aktywności miałem okazję obserwować wielu liderów w działaniu. Te obserwacje i własne doświadczenia pozwalają mi wskazać kilka umiejętności, które wydają się kluczowe dla dobrego przywództwa.
Po pierwsze, jestem przekonany, że przewodzenie ludziom jest w dużym stopniu kwestią umiejętności komunikacyjnych. To swoiste „geny” lidera: naturalna, niewyuczona zdolność komunikowania, porozumiewania się z ludźmi, oceniania i rozpoznawania ich emocji, dobierania właściwych osób do właściwych zadań, przekonywania, rozliczania. Człowiek albo ma empatię, albo jej nie ma, albo jest otwarty na ludzi, albo nie. Wiele osób ma charakter autystyczny, chroni się przed kontaktem z innymi. Nie sądzę, aby tacy ludzie mogli być prawdziwymi, dobrymi liderami. Mogą być świetnymi specjalistami w swoich dziedzinach, kierować niedużymi zespołami, ale nigdy nie będą przywódcami, nie porwą tłumów. Mam do tej kwestii stosunek surowy: uważam, że przesadzamy w obdarzaniu charyzmą różnych osób. W polityce, życiu i literaturze jest wiele przykładów przywództwa zbudowanego na kompleksach, gdzie przywództwo sprowadza się do żądzy dominacji, udowodnienia wyższości. Na dłuższą metę to droga donikąd.
W działaniu natychmiast widać, kto potrafi komunikować się otwarcie, a u kogo jest to umiejętność wyuczona. Tę naturalną empatię trudno zafałszować. Gdy jest autentyczna, stanowi dla lidera swoistą busolę. – Nos, ten nos – mówił mi Helmut Kohl, wyjaśniając, skąd wie, jakie będą wyniki wyborów. On słuchał ludzi, idąc ulicą i bezbłędnie rozpoznawał nastrój. Wiedział, czy liczyć się z porażką, czy z wygraną w wyborach. Ten „nos” jest częścią bycia przywódcą.
Drugi niezbędny element to kwalifikacje: umiejętności i dogłębna znajomość dziedziny, w której się pracuje. Wybitny przywódca sportowy niekoniecznie będzie wybitnym przywódcą politycznym, a przywódca polityczny nie musi być dobrym przywódcą w firmie, bo mają wiedzę z różnych obszarów. To czasem pomaga, ale ignorancja nie jest w przypadku przywódcy siłą - lider nie może wykazywać się niewiedzą. Przy olbrzymim obciążeniu polityków i głów państw różnymi kwestiami okazuje się, że zazwyczaj są to ludzie bardzo dobrze przygotowani do strategicznych tematów, o których dyskutują. Każdy z nich doskonale opanował obszar, w którym realizuje swoje przywództwo.
Trzeci czynnik, który charakteryzuje znanych mi liderów w ich działaniach, to determinacja. Nie wierzę, że można osiągnąć sukces w jakiejkolwiek dziedzinie, angażując się „na pół gwizdka”. Decydując się na karierę w polityce, biznesie czy sztuce trzeba oddać się im w całości. Kiedyś przyszedł do mnie profesor, znakomity ekspert, który pytał o radę, czy wejść do polityki. – Bo wiesz, mam do napisania jeszcze książkę, studentów, zajęcia… - mówił. Nie był pewien. Wtedy odpowiedziałem, żeby zajął się tym, co mu bliższe – w tym przypadku książką i studentami, a kiedy dojrzeje do myśli, że nadeszła chwila na politykę, niech się jej poświęci w całości. W osiąganiu celów nie możemy iść na kompromis z samym sobą. Jeśli mamy jednoczyć ludzi, muszą oni widzieć, że cel jest priorytetem także dla lidera, która wymagając dużo od innych nie „odpuszcza” również sobie.
I czwarty czynnik - szczęście. Kazimierzowi Górskiemu, który nie był specjalnie wykształconym człowiekiem zarzucano, że nie tyle był dobrym trenerem, co miał szczęście. Odpowiadał wówczas ze swoim lwowskim akcentem: „Gdy mam do wyboru świetnie wykształconego, który nie ma szczęścia i wykształconego, który ma szczęście, wybieram tego, który ma szczęście”. Mając do wyboru wybitnego lidera, który ma pecha i nieco gorszego, który ma szczęście, pójdziemy za tym, który ma szczęście. To może czynnik irracjonalny, ale w przywództwie niezwykle ważny.
Więcej o metodach przywództwa partycypacyjnego, znajdowaniu talentów i rozwijaniu ich oraz o obdarzaniu ludzi zaufaniem - w tekście Aleksandra Kwaśniewskiego w najnowszym numerze magazynu THINKTANK. Zapraszamy do zamówienia prenumeraty: prenumerata@thinktankmagazine.pl



