Politycy, przedsiębiorcy i zwykli ludzie nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie rosnącego długu publicznego. Rośnie on głównie wskutek tego, że w latach 2005-2007 prowadzono lekkomyślną politykę budżetową.

Na świecie jest wiele państw, które nie należą do najbardziej stabilnych w skali makro, a w których szybko rosnący dług publiczny doprowadził do załamania rozwoju. Może się to przytrafić również Polsce – a niższe tempo rozwoju to mniej miejsc pracy. Dlatego należy temu niebezpieczeństwu przeciwdziałać na czas.
Im więcej osób w Polsce będzie uważało szybki przyrost długu publicznego za szkodliwy i niebezpieczny, tym dla nas lepiej. Wysoki dług publiczny oraz zwiększone ryzyko destabilizacji gospodarki to w długim okresie wolniejszy rozwój, więc niższy standard życia dla każdego. Właśnie dlatego rzecznikami ograniczania tego długu nie powinni być tylko przedsiębiorcy, eksperci czy politycy, ale i zwykli obywatele. Pod ich naciskiem politycy będą podejmowali działania, o których dziś sądzą, że są niepopularne. Nie tylko w perspektywie najbliższego roku, ale też następnych lat kraje, które nie potrafią za pomocą opinii publicznej ukarać polityków udających Świętego Mikołaja, są narażone na wstrząsy fiskalne i kryzysy. Popatrzmy np. na Węgry. Państwo nie może lekką ręką wydawać znacznie więcej niż ma bez szkody dla własnego społeczeństwa.
W przyszłym roku, jeśli oszacuje się przyrost zadłużenia wszystkich jednostek finansów publicznych, dług może sięgnąć nawet 100 mld zł. Lekceważenie takiego zjawiska byłoby lekkomyślnością.
Są trzy możliwe scenariusze, które dany rząd może zastosować wobec problemu dużego i rosnącego długu publicznego. Pierwszy to jego tolerowanie – dalsze utrzymywanie przyrostu długu. To rodzi potęgujące się ryzyko poważnych zaburzeń. Drugi to próba odwrócenia sytuacji głównie przez podniesienie podatków. To lepsza strategia niż pierwsza, ale i tak niedobra, bo spowalniająca rozwój. Podatki u nas i w krajach rozwiniętych są już i tak wysokie. Trzecie – najlepsze z punktu widzenia wpływu na gospodarkę – jest ograniczanie nadmiernych wydatków budżetu. Jeśli łączne wydatki budżetu są rozdęte, to z reguły dlatego, że wydatki socjalne są zbyt wysokie. U nas wydatki socjalne są około sześć razy wyższe niż wydatki na całą administrację publiczną, a na dodatek wcale nie jest regułą, że trafiają do biednych. Ich ograniczanie może okazać się trudne politycznie, ale z punktu widzenia rozwoju gospodarki, czyli popularności, na dłuższą metę jest daleko lepsze, niż tolerowanie narastającego długu publicznego albo podwyższanie i tak już zbyt wysokich podatków.
Trudno dziś dokładnie odpowiedzieć na pytanie o perspektywy długofalowego wzrostu, bo nie wiemy jeszcze, którą strategię wobec problemu zwiększonego długu publicznego wybiorą rządy państw, w szczególności te, których wpływ na gospodarkę globalną jest duży. Choć dziś wiele wskazuje na to, że świat zbliża się do dna kryzysu, to nadal pozostaje niepewność co do tempa wychodzenia zarówno z samego kryzysu, jak i z efektów polityki antykryzysowej – a mianowicie ze zwiększonego długu publicznego, ze zwiększonej masy pieniądza i z wzmocnionych przekonań, że niektóre instytucje finansowe są zbyt wielkie, by upaść.