Aby przeczytać więcej, zapraszamy do prenumeraty magazynu THINKTANK

Kobiety trzęsą światem (już jawnie)

Dyskusje o parytecie, czyli zagwarantowaniu kobietom kwot procentowych na listach wyborczych, odwracają uwagę od trendu, który i tak ma już miejsce. Czy się to zwolennikom parytetu w Polsce podoba, czy nie, kobiety mają coraz większy wpływ na politykę i rynek. W części wynika to ze zmiany sposobu myślenia po kryzysie, a w części – z rosnącej siły nabywczej „słabej płci”.

 
Magazyn Foreign Policy stawia tezę, że mężczyźni dostali czerwoną kartkę, a kryzys gospodarczy najprawdopodobniej przyspieszy przejmowanie władzy przez kobiety. Coraz więcej społeczeństw (w tym i ich męska część) uświadamia sobie bowiem, że agresywny i ryzykancki styl, dzięki któremu mężczyźni zyskali wpływy, okazał się destrukcyjny. Przykłady? Gdy załamała się gospodarka Islandii, wyborcy odesłali męską elitę polityczną do poczekalni, wybierając kobietę. Podobny kurs obrała Litwa, gdzie fotel prezydencki objęła Dalia Grybauskaite, sprawna komisarz UE ds. budżetu.
 
To nie są odosobnione przykłady, ale przykłady szerszego zjawiska. W parlamencie Rwandy jest aż 56 proc. kobiet - poza zagwarantowanym parytetem 30 proc. zdobyły jeszcze 26 proc. w głosowaniu. Po masakrach Tutsi i Hutu wyborcy uznali, że kobiety u władzy to większe prawdopodobieństwo, iż sytuacja się nie powtórzy. Przykładów rosnącego znaczenie kobiet jest więcej.
 
Wprowadzenie ustawowych parytetów jest szeroko dyskutowane w wielu krajach. Dobrowolne kwoty partyjne (gwarantowana liczba miejsc dla kobiet) stosuje ponad połowa państw w Europie. Ustawowe wprowadzanie kwot to nowy trend, obserwowany m.in. we Francji, Belgii, Macedonii, Hiszpanii czy Portugali. Lepiej trzyma się „męski klub” w biznesie, zwłaszcza finansowym i inwestycyjnym – ale nie wiadomo, jak długo. W 2001 r. badania wykazały, że w brawurowym inwestowaniu na rynkach finansowych największe znaczenie ma chromosom Y. Wśród przyczyn kryzysu coraz częściej wymieniane jest męskie ego. Być może dlatego w Norwegii wprowadzono radykalną ustawę, zgodnie z którą każda płeć musi mieć w radach nadzorczych spółek reprezentację co najmniej 40 procent. O parytecie w zarządach myśli po cichu coraz więcej firm.
 
Gospodarka przedkryzysowa zapewniała mężczyznom hegemonię na rynku, a politycy tak kierowali zmianami społecznymi, by mogli nadal dominować – zauważa Foreign Policy. Bańka na rynku mieszkaniowym w USA stworzyła ponad 3 mln dobrze płatnych miejsc pracy dla mężczyzn, m.in. dlatego miała się dobrze tak długo. Systemy społeczne konserwują dominację mężczyzn w wielu krajach świata. Także w Polsce (męski) rząd inaczej traktował protesty i interesy mężczyzn (górników, stoczniowców i solidarnościowców), a inaczej kobiet (np. pielęgniarek). W USA głębszą zapaść przeżywają obecnie sektory tradycyjnie zdominowane przez mężczyzn (budownictwo i przemysł ciężki), niż te zdominowane przez kobiety (sektor publiczny, służba zdrowia, oświata). Co więcej, mężczyźni wypadają gorzej pod względem wykształcenia użytecznego w gospodarce opartej na wiedzy.
 
Ten trend może się pogłębiać. Kobiety mają coraz większą siłę nabywczą. Gospodarka jest już dziś kobieca, choć myślenie o niej w tych kategoriach słabo się przebija. Wpływ kobiet na wydatki rośnie. Globalne badanie firmy BCG przeprowadzone w 40 krajach pokazało m.in., że kobiety decydują o zakupie 94 proc. mebli do domu i 91 proc. domów. Specjaliści z niemieckiej agencji PR Grey obliczyli, że kobiety decydują o zakupie ponad 80 proc. wszystkich produktów dla rodziny, podczas robienia zakupów przemierzają w ciągu roku 200 km, a w samych tylko przebieralniach spędzają 109 godzin! Siła kobiety jako zadowolonego klienta jest ogromna: zadowolony klient, jeśli jest mężczyzną, powie o tym sześciu osobom, a kobieta – 21.
 
Więcej trendów w najnowszym numerze magazynu THINKTANK - zapraszamy do zamówienia prenumeraty.